Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej
A nawet jeśli są?
Grupy Wiekowe
Zagadnienia edukacyjne
Powrót do domu rodzinnego bywa spotkaniem z tym, co trudne – z relacjami, które zmieniły się bardziej niż chcielibyśmy przyznać; z emocjami, które gdzieś po drodze zostały zepchnięte na bok. Często oznacza także konfrontację ze zmorami z przeszłości. Ale duchów (ani dusiołków) nie trzeba się bać. Bo to, co wraca, nie zawsze zjawia się, by straszyć.
Zapisz się na nasz newsletter!Zobacz zwiastun filmu:
Wiedzą o tym bohaterowie filmu „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej”. To kameralna opowieść o czwórce rodzeństwa, które stoi u progu dorosłości. Każdy z bohaterów próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie, starając się przy tym nie zgubić siebie nawzajem.
Benek, najmłodszy z czwórki, mierzy się z poczuciem odrzucenia i lękiem, który pojawia się w jego życiu pod postacią Dusiołka – tajemniczej zmory, wyjętej niczym ze słowiańskich wierzeń ludowych. Nastka z czułością próbuje pomóc mu oswoić ten strach, choć jej samej jest ciężko – mimo silnej potrzeby bliskości, nie potrafi zbudować stabilnej relacji. Jej brat bliźniak, Franek, izoluje się od najbliższych, próbując określić swoją tożsamość z dala od rodzinnego gniazda. Przy okazji wikła się jednak w toksyczny związek i problemy z używkami. Z kolei najstarsza Jana długo odgrywa rolę tej siostry, która „wszystko ogarnia” – aż w końcu i ona musi skonfrontować się z własnymi duchami, szukając ukojenia w sztuce.

Film prowadzi widza przez kolejne rozdziały z życia bohaterów, w bezpretensjonalny sposób pokazując ich codzienność – pełną napięć, niedopowiedzeń i mikrogestów czułości. To opowieść o relacjach, które komplikują się, gdy dorastamy i o tym, że nawet wtedy – a może zwłaszcza wtedy – najbardziej potrzebujemy siebie nawzajem.
Wszystkie te elementy składają się na niezwykle autentyczny, niekonwencjonalny obraz, w którym młodzi widzowie bez trudu odnajdą własne dylematy. Nic więc dziwnego, że fabularny debiut Emi Buchwald stał się jednym z najgorętszych tytułów ostatnich miesięcy. Film zdobył aż cztery nagrody na festiwalu w Gdyni (m.in. za najlepszą reżyserię) oraz dwa Orły (w tym – za Odkrycie Roku).
Walory edukacyjne filmu:
- Dynamika relacji między rodzeństwem. „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” to przede wszystkim czuły, daleki od uproszczeń portret więzi między rodzeństwem, który prowokuje do zadania bliskich młodym widzom pytań. Czy najtrudniej jest być „tą najstarszą”, od której oczekuje się, że utrzyma wszystko w ryzach, czy może jeszcze większym wyzwaniem jest pełnienie roli „tej środkowej” – otoczonej rodzeństwem z każdej strony i próbującej posklejać nadszarpnięte relacje? W jednej ze scen nad tym dylematem zastanawiają się Jana z Nastką. Film w zniuansowany sposób rysuje dynamikę relacji między bohaterami, które komplikują się, gdy poszukując własnych ścieżek życiowych balansują między potrzebą autonomii a zachowaniem kluczowych więzi. Ta opowieść pokaże młodym widzom także, jak ambiwalentne bywają nasze uczucia wobec najbliższych – można kogoś kochać, a jednocześnie czuć wobec tej osoby złość czy rozczarowanie.
- Obraz kryzysu psychicznego. Wejście w dorosłość rzadko obywa się bez turbulencji. Doświadcza ich każdy z bohaterów – Jana, która pod maską bycia „tą ogarniętą” mierzy się z narastającą presją; Franek, który po rozpadzie związku wikła się w autrodestrukcyjne zachowania; Benek, doświadczający skrajnie trudnych emocji po odrzuceniu przez starszego brata i Nastka, która próbuje scalić rodzinne więzi, mimo że sama zmaga się z budowaniem trwałych fundamentów w relacjach. Film odchodzi od spektakularnych obrazów kryzysu na rzecz jego bardziej realistycznego wymiaru: zmęczenia, wycofania, utraty sensu. To szczególnie ważny pretekst do rozmów z młodzieżą o tym, jak reagować, gdy ktoś z naszych bliskich doświadcza trudności – i gdzie samemu szukać wsparcia w podobnych sytuacjach.
- Oswoić Dusiołka, czyli praca z lękiem. Benek na co dzień zmaga się z atakami paniki. Lęk przychodzi do niego pod postacią Dusiołka – tajemniczej zmory, która nie pozwala mu zasnąć i utrudnia codzienne funkcjonowanie. To metafora, która może być bliska wielu uczniom, zmagającym się z podobnymi problemami. Film nie upraszcza tego doświadczenia – pozwala za to „zobaczyć” stany emocjonalne, które trudno nazwać. Nie proponuje także prostej strategii walki ze strachem – zamiast tego pokazuje, że przy emocjach, nawet tych niełatwych, warto się zatrzymać, przyjrzeć im się, a w końcu symbolicznie „zaprosić do środka”. Jednocześnie seans pokazuje, jak ogromną rolę w tym procesie odgrywa obecność drugiego człowieka – uważna, spokojna, pozbawiona oceny.

- Emocje, które trudno uporządkować. Uczucia, których doświadczają bohaterowie filmu, nie mieszczą się w prostych i jednoznacznych kategoriach. Ich emocje bywają splątane, sprzeczne, często niezrozumiałe nawet dla nich samych. Złość okazuje się formą troski, obojętność – maską bezradności, a wycofanie – próbą poradzenia sobie z nadmiarem przeżyć. Film bardzo precyzyjnie pokazuje momenty, kiedy w relacjach zaczyna brakować języka, kiedy zamiast potrzebnej rozmowy pojawia się milczenie, a zamiast bliskości – dystans. To cenna przestrzeń do pracy z uczniami nad rozpoznawaniem i nazywaniem uczuć, ale też nad akceptacją ich złożoności. Warto, idąc za radą Jany, potraktować emocje jak chmury – przyglądać im się z ciekawością, jednocześnie wiedząc, że zawsze mijają.
- Miłość – czy sygnał alarmowy? Poszukując własnej autonomii Franek wchodzi w związek, który stopniowo zawłaszcza jego uwagę, emocje i sposób myślenia o świecie. Film bez moralizowania obrazuje, jak łatwo – zwłaszcza przy ogromnej potrzebie bliskości – romantyczna relacja może stać się jedynym punktem odniesienia i jak trudny bywa powrót do siebie po jej rozpadzie. Po seansie warto porozmawiać z młodymi widzami o tym, jak rozpoznać sygnały ostrzegawcze w bliskich relacjach i budować zdrowe więzi – tak, by nie zatracić własnej tożsamości.
- Między wiedzą a doświadczeniem – współczesny język emocji. Bohaterowie, próbując lepiej zrozumieć samych siebie, sięgają po pojęcia z zakresu psychologii – dyskutują o stylach przywiązania, analizują swoje reakcje i nazywają mechanizmy obronne. Film nie podważa tej potrzeby, ale celnie punktuje jej ograniczenia: wiedza nie zawsze przekłada się na zmianę, a teoretyczna (samo)świadomość nie chroni przed popełnianiem błędów. To ciekawy punkt wyjścia do rozmowy, którą można podjąć z młodymi widzami po seansie – czy operowanie psychologicznym żargonem pozwala im faktycznie spotkać się ze sobą, czy może staje się kolejną formą budowania dystansu.

- Małe gesty jako forma obecności. Opowieść konsekwentnie unika wielkich słów i deklaracji na rzecz drobnych, niemal niezauważalnych działań: bycia obok, gotowości do słuchania, gestów troski, powracania do rozmów mimo napięć. To właśnie w tych małych czynach ujawnia się realne wsparcie. Dla uczniów to może być ważne przesunięcie perspektywy. Zamiast od razu szukać sposobu, by rozwiązać problem, warto dostrzec siłę w samej obecności – w uważnym byciu obok, w cichym towarzyszeniu trudnym emocjom.
- Sztuka jako sposób budowania sensu. Projekt artystyczny, nad którym pracuje Jana, staje się symboliczną odpowiedzią na emocjonalny chaos bohaterów. Sztuka staje się dla niej próbą oswojenia i uporządkowania skomplikowanej rzeczywistości. Film zachęca, by spojrzeć na twórczość jako na narzędzie pracy z doświadczeniem, które pozwala nazwać to, co trudne i nadać temu formę. To może być inspirujący punkt wyjścia do działań artystycznych w klasie.
- O potrzebie wspólnoty. Opowieść o rodzeństwie z ulicy Dobrej nie podsuwa prostych rozwiązań, ale proponuje ważną metaforę. Zamiast barykadować się w szczelnie odgrodzonych od świata bunkrach, potrzebujemy wspólnej bazy. Takiej konstrukcji jak z dziecięcych wspomnień, która wtedy oddzielała nas od całego zła świata, a dziś staje się bezpieczną przestrzenią, gdzie możemy przebywać razem – także z tym, co niełatwe. Gdzie można rozmawiać bez oceny, wspierać bez gotowych odpowiedzi, być po prostu obok. Bliskość między bohaterami nie jest idealna, bywa trudna i bolesna – a mimo to, tak jak w życiu, to ona okazuje się najlepszym plastrem na nasze pęknięcia.
Na film „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” zapraszamy do kin.
Paulina Kulesza
