Mały, ale wariat
Grupy Wiekowe
Zagadnienia edukacyjne
Komedia familijna to ten szczególny typ komedii, który często gubi się w pół drogi. Z jednej strony, jako film uwzględniający najmłodszą widownię, stara się unikać kontrowersji, co grozi utknięciem w oczywistościach. Z drugiej strony, z myślą o dorosłym widzu, podejmuje niekiedy wątki zupełnie nieinteresujące dla dzieci. W żadną z tych pułapek nie wpadł najnowszy film Philippe’a Lacheau – pełen zawrotnego humoru „Marsupilami”!
Zapisz się na nasz newsletter!Lacheau sprawia wrażenie twórcy niespecjalnie zainteresowanego tym, co wypada. Można odnieść wrażenie, że treści potencjalnie kontrowersyjne mapuje nie po to, by ich unikać, ale raczej po to, by nie zapomnieć o kolejnych prowokacjach. Dlatego też „Marsupilami” nie jest wyborem, który sprawdzi się w każdym przypadku. Ostrożnych nauczycieli warto uprzedzić, że w filmie pojawiają się żarty dotyczące protekcjonalnego traktowania imigrantów, tabletek na potencję czy owłosienia łonowego. Nauczycieli, którzy szukają pomysłu na integracyjne wyjście z klasą, może natomiast ucieszyć fakt, że pod warstwą drobnych prowokacji, mało czytelnych dla najmłodszych, kryje się naprawdę bezpretensjonalna, dynamiczna i zaskakująco ciepła komedia, która ma (realną!) szansę bawić i dzieci, i dorosłych.
Zobacz zwiastun filmu „Marsupilami”:
O czym jest film?
David, roztargniony pracownik zoo, jest w trudnym momencie życia. Po rozstaniu z Tess próbuje odbudować relacje z rodziną, a zwłaszcza z synem Leo. W dodatku, przez swoją nieuwagę, naraża się w pracy na poważne kłopoty. Aby ratować posadę, zgadza się wykonać dla swojego groźnego szefa, kolekcjonera dzikich zwierząt (niezawodny Jean Reno), ryzykowne zadanie: ma przywieźć z Ameryki Południowej tajemniczą przesyłkę.
Choć spodziewa się kłopotów, wyrusza w luksusowy rejs, na który zabiera byłą żonę, syna oraz niezbyt rozgarniętego kolegę Stéphane’a. Sytuacja od początku jest skomplikowana, a przed bohaterem piętrzą się kolejne przeszkody. Tropem Davida i cennego pakunku ruszają bowiem zarówno zdeterminowani obrońcy dzikiej przyrody, jak i niebezpieczni gangsterzy. Wkrótce rodzinny rejs zamieni się w szaloną przygodę, a mężczyzna będzie musiał nie tylko zmierzyć się z szajką przestępców, ale także zawalczyć o swoich najbliższych.

Jakie walory edukacyjne kryje film?
Trudno powiedzieć, by „Marsupilami” powstał z myślą o realizacji konkretnych treści z podstawy programowej. Seans przede wszystkim posłuży wspólnej zabawie – zaprasza do śledzenia zupełnie nieprawdopodobnej, pełnej humoru opowieści. Warto rozważyć go jako propozycję na Dzień Chłopaka czy integracyjne wyjście klasy, która dopiero się poznaje. Inną strategią będzie spojrzenie na film z perspektywy genologicznej. „Marsupilami” może być początkiem rozmowy o różnych rodzajach komizmu – sytuacyjnym, słownym czy postaciowym.
Na koniec ważne zastrzeżenie – brak oczywistych odniesień do podstawy programowej nie oznacza, że „Marsupilami” nie mówi o wartościach. Film pozostaje czytelny aksjologicznie – nie zaciera granicy między dobrem a złem, nie usprawiedliwia krzywdzenia słabszych. Podejmuje tematy związane z postawami społecznymi i wskazuje młodemu widzowi bezpieczne punkty oparcia:
- Rodzina jako wartość – David, mimo tego, że popełnia głupstwa, naprawdę kocha żonę i syna. Widz od początku kibicuje bohaterowi, by udało mu się odbudować relacje z rodziną. Film pokazuje, że bliskość, miłość i gotowość do naprawiania popełnionych błędów są ważniejsze niż bycie idealnym.
- Obrona dzikiej przyrody – David, z obawy przed zemstą szefa, początkowo chce zrobić wszystko, by przekazać Marsupilamiego w jego ręce. Z czasem zaczyna jednak rozumieć, że miejsce zwierzątka jest w jego naturalnym środowisku. Podejmuje więc odważną decyzję, by stanąć w obronie malucha, mimo że naraża przy tym własne życie.
- Odpowiedzialność za własne decyzje – David popełnia sporo błędów i często działa pod wpływem strachu lub impulsu. Z czasem zaczyna jednak brać odpowiedzialność za swoje wybory i ich konsekwencje.
„Marsupilami” nie jest filmem, który trzeba oglądać z ołówkiem w ręku – zdecydowanie lepiej dać się porwać jego absurdalnej historii. A czy ktokolwiek mógłby powiedzieć, że porwanie przez historię to za mało?
Na film „Marsupilami” zapraszamy do kin 11 września!
Agata Szulc-Woźniak
