Wokulski totalny
Grupy Wiekowe
Zagadnienia edukacyjne
Na TĘ „Lalkę” czekali chyba wszyscy. Romantycy i pozytywiści, wyższe sfery i zwykli śmiertelnicy, wielbiciele Prusa i ci, którzy potrzebują szybko poznać treść lektury. Twórcy ekranizacji od miesięcy odsłaniali kolejne karty, dawkując nam zwiastuny, fragmenty i materiały zza kulis. Jakby dyskusji było mało, o kilka stopni atmosferę wokół premiery podgrzał konkurencyjny wobec filmu, jak się początkowo zdawało, serial w reżyserii Pawła Maślony. „Lalka” z Netflixa – zdaniem niektórych błyskotliwa i brawurowa, zdaniem innych roszcząca sobie nieuzasadnione prawa do tytułu powieści Prusa – podzieliła widzów nie mniej skutecznie niż spory polityczne.
Zapisz się na nasz newsletter!Film Macieja Kawalskiego wkracza do gry, gdy awantura o wierność „Lalce” trwa już w najlepsze. I w awanturze tej zajmuje pewne stanowisko.
Zobacz zwiastun filmu „Lalka”:
Czy „Lalka” opowiada „Lalkę”?
Nadmuchana bańka oczekiwań nie jest może wymarzonym początkiem drogi filmu przez kinowe sale (i salony), ale należy od razu zaznaczyć – „Lalka” unosi ten ciężar. Spełnia wymagania tradycyjnie zorientowanych widzów i oddaje Prusowi, co należy do Prusa. Opowiada historię zgodną z literackim pierwowzorem (w dobrych 90 procentach). Robi to spójnie, sprawnie, fachowo. Bez dłużyzn, operując skrótami tam, gdzie wystarczy zasygnalizować okoliczności dialogów, a zatrzymując się w momentach emocjonalnych napięć.
W filmie pominięto niektóre wątki, by zaakcentować inne, ale decyzje „redukcyjne” nie budzą wątpliwości. Są uzasadnione kompozycją i dramaturgią. Nikt chyba nie obrazi się za pominięcie Pamiętników Rzeckiego, postaci Heleny Stawskiej czy studentów z kamienicy Łęckiej. Nikt się nie obrazi, bo, w gruncie rzeczy, „Lalce” Kawalskiego udaje się uwzględnić zadziwiająco wiele wątków i bohaterów drugo- a nawet trzecioplanowych. Jest – skrótowo zarysowany – konflikt między Krzeszowskimi, są nieco bezwolne panny Janockie i schorowany baron Dalski. Suzin, Geist, Wysoccy, Mraczewski i Maruszewicz. Są bogate salony Warszawy i biedne Powiśle. Jest Paryż – miasto możliwości, w którym uczciwa praca, inaczej niż w polskiej stolicy, przynosi zasłużony szacunek. Jest wreszcie komediowa pani Meliton (doskonała w tej roli Agata Kulesza), która wprowadza Wokulskiego – bezradnego jak dziecko – w piękny i straszny świat arystokracji.
„Lalka”, choć trwa niemal trzy godziny, okazuje się jednocześnie bogata w szczegóły i dość dynamiczna. Odnosi się przy tym wrażenie, jakby podążała za najpiękniejszym snem polonistów. W wielu momentach tej historii, po wypowiedziach bohaterów można wyobrazić sobie stopklatki, a po nich krótkie wstawki historycznoliterackie – o rozwarstwieniu społeczeństwa, o scjentyzmie, o emancypacji kobiet czy asymilacji Żydów. Szkolny, utylitarny, chciałoby się powiedzieć, wymiar ekranizacji nie odebrał jednak filmowi atrakcyjności. Widać tu ogromny, a przede wszystkim znakomicie wykorzystany budżet. „Lalka” zachwyca dbałością o detale z epoki (wnętrza, meble, sprzęty, wspaniałe stroje) i scenograficznym rozmachem.

Magnetyzm Wokulskiego i tajemnica Łęckiej
Najjaśniejszą gwiazdą „Lalki” jest – co przewidywano już w dyskusjach przed premierą – skromny kupiec galanteryjny. Od Marcina Dorocińskiego trudno oderwać wzrok. Jest Wokulskim totalnym, przemyślanym, przeczutym na wskroś. Dojrzałym i stanowczym, ale głupiutkim, porywczym jak zakochany nastolatek. Po staroświecku powściągliwym i delikatnym, a jednak emocjonalnie rozedrganym, ledwie utrzymującym uczucia na wodzy. To Wokulski, w którym wszystko, co – jak mówi Szuman – „dla patrzących jest sprzeczne”, okazuje się najzupełniej konsekwentne. Rozliczne zalety tej kreacji przynoszą jednak paradoksalny problem – Wokulski zdaje się tak magnetyczny, że trudno uwierzyć, by ktokolwiek mógł oprzeć się jego urokowi. By ktokolwiek mógł się w nim NIE zakochać.
Chłodna i dumna w swojej roli Urzędowska pozostaje jednak w niezrozumiały dla widza sposób obojętna na czar Wokulskiego. W wizji Kawalskiego jest zagadkowa podobnie jak w powieści. Odrealniona, pogrążona w marzeniach, niechętnie zstępująca do świata codziennych spraw. Reżyser nie decyduje się szerzej dopowiedzieć motywacji bohaterki, zasugerować powodów jej niedostępności czy przyczyn głębokiego smutku. Wyjątkiem jest tu rozmowa Łęckiej z hrabiną Zasławską (warta odnotowania wspaniała rola Marii Komorowskiej), w której Izabela wspomina, że chciałaby występować na scenie albo studiować. To jednak zaledwie sugestia – film, podobnie jak powieść, pozostawia wewnętrzny świat bohaterki w dużej mierze niedostępnym. Trochę szkoda. Pełna rezerwy, mało charyzmatyczna Izabela wydaje się bowiem niewiarygodna w roli femme fatale.

Wielkość i klęska Wokulskiego
Film nie wskazuje bezpośrednio winnych klęski bohaterów. Wielu czytelników Prusa staje po stronie Wokulskiego, a Łęcką obarcza odpowiedzialnością za jego tragedię. „Lalka” Kawalskiego nie prowadzi widzów tą drogą. Trudno mieć za złe młodej kobiecie, że nie odwzajemniając uczucia człowieka, od którego jest finansowo zależna, nie potrafi cieszyć się perspektywą małżeństwa. Film mocno akcentuje społeczne uwarunkowania opowieści: podziały klasowe, wynikające z nich ograniczenia, odmienne wyobrażenia o tym, kim można być i z kim można związać swoje życie. W takim ujęciu nie ma prostego podziału na winnego i skrzywdzonego. Na winną i skrzywdzoną.
Wokulski pozostaje jednak bohaterem tragicznym. Człowiekiem wybitnym, który wszystko, czego się podejmuje, robi z niezwykłą determinacją, energią i rozmachem – i który całą tę siłę postanawia wykorzystać do osiągnięcia fatalnie wybranego, chybionego celu. Jedna z najbardziej poruszających scen filmu – ta, w której Wokulski sprzedaje sklep, by pozbyć się etykietki „kupca” – pokazuje skalę tego poświęcenia. I jego daremność.
Po seansie, obok wspomnianych, polonistycznych „stopklatek”, warto postawić pytanie: czy można działać z wielką konsekwencją i rozmachem, a jednocześnie całkowicie pomylić się co do celu własnych działań? I czy tragedia Wokulskiego polega bardziej na tym, że nie zdobył Izabeli, czy na tym, że podporządkował zdobyciu jej miłości całe swoje życie?
Na film „Lalka” zapraszamy do kin!
Agata Szulc-Woźniak
